Laskowik & Malicki

Była jesień 2008 roku. Ktoś mi powiedział, że w kinoteatrze Bajka w Warszawie występuje Zenon Laskowik ze swoją Kabareciarnią. Jeszcze siadając w wygodnym teatralnym fotelu nie do końca czułem się na swoim miejscu, ale jak wybrzmiały oklaski po skeczu „Siostro, siostro” już wiedziałem, że powinniśmy spróbować popracować razem. Filharmonia Dowcipu i Kabareciarnia. Byliśmy z kompletnie innych światów, teoretycznie „nieprzysiadani”, a jednak czułem przez skórę, że połączenie brawury scenicznej Zenka z ascetycznością Waldka, vis komiki Krzysia „ Chomika”, skromności reszty zespołu i żywiołowej pełnej energii i seksu Filharmonii Dowcipu pod dyrekcją Benia da mieszankę piorunującą. Nie potrafiłem ani Zenkowi, ani kolegom wytłumaczyć swojej wizji, ale zaczęliśmy rozmawiać i obwąchiwać siebie nawzajem. Zenek z Kabareciarnią przyszli na nasz wypasiony ONZ-owski anglojęzyczny koncert w Poznaniu, a miesiąc później przyjechali za symboliczny zwrot kosztów podróży zagrać razem z nami w Romie. Pierwsze lody zaczęły pękać.Przyszła pora zmierzyć się w dużą widownią. Wojciech Pawlak ówczesny szef telewizyjnej Dwójki dał nam szansę zbudowania wspólnego widowiska na Mazurskiej Nocy Kabaretowej. Nie pamiętam ile ten koncert kosztował nas prób, nieprzespanych nocy i stresów, ale na deskach mrągowskiego amfiteatru stawiliśmy się w komplecie i na miękkich nogach. Kabareciarnia z Zenkiem i Jackiem Fedorowiczem i my- Filharmonia Dowcipu. Jako jeden organizm. I poszło jak burza. Coś teoretycznie niemożliwego stało się realne i poniosło nie tylko nas, ale cały amfiteatr i kilka milionów widzów przed telewizorami.

Półtora roku później mieliśmy za sobą 21 odcinków programów telewizyjnych bardzo ciepło przyjętych przez telewidzów. Zagraliśmy razem wiele koncertów. I gramy je dalej.Każde nasze wspólne spotkanie traktujemy trochę jak święto. Nasze i publiczności dla której gramy. Jej pełen oczekiwania oddech przed spektaklem i owacje na jego koniec są wszystkim czego oczekujemy od naszego artystycznego życia. No.. nie do końca… ..nie byłoby źle, gdyby bilety były trochę droższe, a organizatorzy płacili Zaiks.

Nie nadajemy naszym wspólnym widowiskom tytułów. Każdy spektakl jest inny. Ciągle coś zmieniamy. Waldek ma jakiś pomysł to go realizujemy, Benio oszalał na punkcie jakiegoś motywu-robimy, mnie łazi po głowie jakaś wizja –wprowadzamy ją na scenę, Zenon ma nowy skecz-gramy, Jacek monolog, Krzyś piosenkę i tak dalej….

Trzymamy się tylko dwóch zasad. Nasz koncert musi mieć oszałamiające tempo i nie może przekroczyć trzech godzin. Tej pierwszej jesteśmy wierni …. z tą drugą bywa różnie.


Jacek.
Jesteś 649335 gościem na naszej stronie